O autorze
Każdy przedmiot ma trzy życia; ja szukam dla nich co najmniej pięciu.
W pracy projektuję ( wnętrza) i wykładam ( o wnętrzach), po pracy- remontuję stuletni dom i opracowuję patenty na osiągnięcie wielkiego efektu przy minimalnych środkach.

Niezwykłe przypadki dekoratora paryskiego

http://afflante.com/27780-parisian-apartment-of-decorator-jean-louis-deniot/
Wpadnie, pomacha wzornikiem kolorów, zarzuci na lampę jakąś szmatkę, przytarga dziwne starocia...a to w ogóle poważne jest? Ten zawód dekoratora wnętrz? Co to za filozofia dobrać farby do zasłonek, zasłony do tapety, tapety pod kinkiety? Diabeł tkwi w szczegółach, a łączenie faktur, odcieni i wzorów może przerosnąć posiadacza własnego M, ba! pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że i poczciwego projektanta wnętrz zmaltretowanego funkcjonalnością, nadzorowaniem pana Zdzisia i opóźnieniami w dostawie gresu. Do tego trzeba mieć wolną głowę, czysty umysł i serce niezrażone dokumentacją techniczną.

Architekt- owszem, wiadomo, bez niego ani rusz.
Projektant wnętrz- niby fanaberia; ale jak nam kibel dziwnym trafem wypadnie na środku wanny po tym jak przenieśliśmy do łaizenki pralkę, albo gdy dostajemy palpitacji na widok 300 beżowych płytek do wyboru. to w ostateczności okazuje się że jednak by się przydał.
Ale dekorator...?



Koledzy architekci patrzą na dekoratorów z góry, bo jak mówić o wnętrzach bez wymiarów, technologii, przekrojów; bo co to za "projekt" w którym nie wypruwa się wszystkich ścian?
Projektanci wnętrz psioczą że dekoratorzy kradną im chleb, ale po cichu marzą by ktoś zrobił za nich ostatni etap roboty- od którego zależy efekt, a na który ne mają już po prostu siły.
Klienci prychają że za "taką" kasę to sami by se ten dywan rzucili, a kolory to im sąsiad wybierze.

Kiedyś się uśmiałam, gdy klient mi wyznał że on to by takiemu projektantowi - facetowi, co wybiera zasłonki, nie ufał. Bo wiadomo, ten teges, pod przykrywką zawodu szuka okazji. A takiej pani, co to z iskierkami w oku wypowiada się na temat olśniewającego zestawienia amarantu z limonką, to by poradził żeby się zabrała do porządnej roboty, sprzątania na przykład, a nie wydziwiania. Trochę mnie tym stwierdzeniem zbił z tropu, bo jakoś sam się do mnie zgłosił i grubą kasę wyłożył, żeby, cytuję: "Znajomym szczęka opadła z zazdrości", koniec cytatu. Podobno później chwalił się przed wspomnianymi znajomymi, że sam wszystko wybierał, a ostateczny efekt to zasługa jego gustu. Taka OKAZJA, nie wnikam.

Efekt? Dekoratów albo się unika, albo nie traktuje serio, w związku z czym co drugie mieszkanie w Pl wygląda tak samo. Copy paste, copy paste. Co krok natykamy się na te same aranżacje, żywcem przeniesione z marketowych ekspozycji.

Znam realia, na własnej skórze przekonałam się jaki jest koszt wykończenia domu i doskonale rozumiem, dlaczego w 90% przypadków podczas urządzania cena wygrywa z innymi aspektami. Wiem też, że w dobrze zagospodarowanym budżecie, choćby najniższym, powinno znaleść się miejsce dla projektanta i / lub dekoratora.

Po pierwsze, podpowie jak osiągnąć super efekt przy minimalnym nakładzie. Pomoże zestawić tanie materiały tak, by efekt rzucił na kolana, podkręci marketową "masówkę" kolorami i detalami. Załata dziury w budżecie dekoratorskimi trickami i tym samym w pełni zapracuje na swoje wynagrodzenie.

W przypadku większych realizacji ( a tym samym większego budżetu), skorzystanie z usług duetu projektant- stylista to idealne rozwiązanie. Projektant ( architekt, konstruktor, specjalista od ergonomii, technologii) dba o "mięso", o to by wszystko miało proporcje i właściwą funkcjonalność. Dekorator szuka idealnych materiałów, zestawień barw, dodatków które podkręcą główne założenia. Inspirują się nawzajem, podsuwają pomysły i co najwazniejsze- nie rozpraszają się tym, co nie zawsze jest ich domeną. Znam genialnych projektantów, specjalistów od budowania funkcjonalności przestrzeni, którzy potrafią zrobić z potencjalnego arcydzieła klopsa w kolorze wenge.
Znam też dekoratorów, dla których odległości pomiędzy ciągami szafek kuchennych to totalna abstrakcja, dzięki czemu ich klienci stają przed wizją przeciskania się do lodówki tyłem, w półskłonie. Bywa.

Wszystko z głową, a wnętrze będzie miało ręce i nogi.

Zwłaszcza jeśli nad wszystkim dodatkowo będzie czuwać prawdziwy artysta w swoim fachu, jak Jean Louis Deniot którego pracą posłużyłam się w nagłówku.
Paryski dekorator, architekt, projektant mebli. Jego prace można uwielbiać albo nienawidzić, z reakcją pośrodku jeszcze się nie spotkałam. Do której grupy należę, wiadomo;).

Trochę to dziwne, bo nie jestem fanką takiego teatralnego przepychu, ale na niuanse kryjące się w pracach Deniot'a naprawdę trudno pozostać obojętnym. Przedziwnym upodobaniem do łączenia modernistycznych elementów z dekoracjami w stylu Ludwika XVI kupił mnie totalnie; zachęcam do obejrzenia jego innych prac, w których te dwa podstawowe składniki mieszają się w różnych proporcjach, zawsze z zaskakującym finałem. Niesamowite jest wyczucie z jakim dobiera i odmienia przez przypadki barwy i faktury. Niektóre nie do powtórzenia w "domowych" warunkach, ale jako inspiracja- bezcenne.
Trwa ładowanie komentarzy...